Data publikacji: 2020-10-06
, autor: Jacek Żytnicki 

Bartosz Ostałowski w TOP 16 na torze w Słomczynie

W pierwszy weekend października odbyła się 6. runda Driftingowych Mistrzostw Polski w Słomczynie. Podczas zawodów nie brakowało emocji i zwrotów akcji. Bartosz Ostałowski zakończył rywalizację na etapie TOP 16, a sobotnie kwalifikacje – na 13. lokacie.

Ostałowski_Słomczyn_Inter Cars (1).jpg
Ostałowski_Słomczyn_Inter Cars (5).jpg
Ostałowski_Słomczyn_Inter Cars (4).jpg
Ostałowski_Słomczyn_Inter Cars (3).jpg
Ostałowski_Słomczyn_Inter Cars (2).jpg

Zawody driftingowe w Słomczynie zawsze stoją na wysokim poziomie sportowym. Kierowcy bardzo dobrze znają trasę, dzięki czemu kibice mogą oglądać świetne przejazdy i emocjonujące pojedynki w parach. Podobnie było i w tym roku. Organizatorzy wprowadzili jednak pewne zmiany dotyczące stref punktowanych w ostatniej części toru.

Sobotnie treningi zostały przeprowadzone w trudnych warunkach, ponieważ trasa była mokra. Na szczęście do południa tor zdążył wyschnąć i przejazdy kwalifikacyjne odbywały się na suchej nawierzchni. W swoim pierwszym biegu punktowanym Bartosz Ostałowski zaliczył wszystkie strefy wytyczone przez sędziów i otrzymał za bieg 77 pkt. Niestety, w drugim przejeździe popełnił błąd zerowy, co drastycznie wpłynęło na średnią punktów i końcowy rezultat. Finalnie Bartosz zajął 13. miejsce w kwalifikacjach.

Właściwa rywalizacja rozpoczęła się w niedzielę podczas finałów w parach. W TOP 16 do walki z Ostałowskim stanął Łukasz Wilczek (BMW E46). Warto wspomnieć, że był to już trzeci pojedynek tych zawodników w obecnym sezonie. W pierwszym biegu liderem był Wilczek, a gonił Ostałowski. Obaj kierowcy przejechali poprawnie i otrzymali punkty. Po zamianie miejsc to Bartosz miał nadawać tempo przejazdu. W ostatniej części trasy, tuż przed ostatnim nawrotem Łukasz Wilczek uderzył w bok samochodu Ostałowskiego. Sędziowie podjęli kontrowersyjną decyzję, że to Bartosz za mocno hamował, pomimo, że była tam wytyczona strefa hamowania. W ten sposób Ostałowski odpadł z dalszej rywalizacji.

Po uderzeniu ucierpiał tylny wahacz w samochodzie Ostałowskiego. Natomiast pod maską pojawił się ogień, który został szybko ugaszony przez obsługę techniczną. Jak się później okazało, kawałek gumy wpadł na kolektor i zapalił się. Skończyło się na strachu.

- Jestem bardzo rozczarowany werdyktem sędziów. Byłem przekonany, że po tym incydencie to ja przejdę do TOP 8. Moi mechanicy rozpoczęli już naprawę auta po zderzeniu, abym mógł kontynuować walkę w parach. Dopiero po chwili otrzymałem wiadomość, że sędziowie zdecydowali, że wygrał mój oponent.– mówi Bartosz Ostałowski.